Translate
środa, 29 maja 2013
Rozdział 59
59
* Oczami Amandy *
Delikatnie zapukałam do pokoju Malika. Odpowiedziała mi cisza. Bez krępacji weszłam do środka. Zi siedział na łóżku z podciągniętymi pod brodę nogami. Ramionami oplatał kolana, na których opierał głowę. Gdy weszłam podniósł głowę. Oczy miał szkliste i czerwone od płaczu, na policzkach widać było zaschnięte strużki łez. Jego wiśniowe usta drżały. Na jego widok do moich oczu także napłynęły łzy.
- Co się stało, Kocie?- zapytałam siadając obok niego i obejmując go ramieniem.
- Ta dziewczyna… - zaczął a z jego oczu znowu popłynęły łzy.
- Ciii... - głaskałam go po głowie.
- Przed tym wszystkim co się stało, ktoś do mnie zadzwonił... Nie przedstawiła się, tylko poprosiła o spotkanie pod Pełnią Księżyca. Zgodziłem się. Tam przyszła po mnie jakaś dziewczyna, mówiła, że to na nią czekam, zaprowadziła mnie do parku i... ja po prostu przestałem mieć władzę nad sobą, ona zaczęła mnie całować, aż w końcu… ugyzła... jej twarz była cała w mojej krwi... później straciłem przytomność... To była Avril, ta dziewczyna którą pokazywali...- przerwał. Znieruchomiałam. Nie mogłam w to uwierzyć. Ktoś chciał go zabić ktoś chciał nas zabić.
- Wywiozła mie gdzieś do lasu, byłem związany, ona coś mi zrobiła, nie wiem co, a później mnie wypuściła... ja nie wiem co one z tego miały. Słyszałem jak rozmawiały o kimś...
- One?
- Tak, było ich kilka, wszystkie miały rude włosy, chociaż nie. Jedna miała brązowe... Nao... Natali... O już wiem! Nazywała się Naomi!!! Ona była jakaś inna... Mówiły coś o jakiejś Meredrith i Charles'ie. Ale nie wiem o co chodziło...- wziął głęboki oddech- Ama, ja się boję…
- Spokojnie, przecierz nic ci się nie stanie, jesteśmy przy tobie...
- Ale ja się nie boję o siebie, tylko o... o ciebie…- spuścił głowę, a po jego policzkach zaczęły płynąć łzy.
- Nie martw się o mnie...- przytuliłam się do niego- A teraz chodź na dół, wszyscy tam na nas czekają.- uśmiechnęłam się i pociągnęłam Malika za rękaw.
~~~
Uff... kilka dni pisałam ten rozdział, więc sorry ;) troche to wypociny, ale mimo wszystko proszę
O 3 komentarze (tylko raz zdarzyło się tak dużo komów )
piątek, 24 maja 2013
Rozdział 58
58
* Oczami Amandy *
- Aaaamaaaandaaaa!!!- usłyszałam krzyk Liama, który po chwili wpadł do pokoju, potknął się o dywan i wpadł mi w "ramiona".
- Co się stało?- zapytałam odsuwając się od chłopaka.
- Holly...
-KTO?!
- Ah! No ta dziewczyna, znajoma Nialla, zjednoczona strażniczka, vampir Charles, zaklęcie, Zayn...- krzyczał jak oszalały Li, machając przy tym rękami.
- Ja nic nie rozumiem!- warknęłam.
- Muszę wam coś opowiedzieć.*- powiedział i wszyscy zebraliśmy się wokół niego. Gdy skończył opowiadać zapadła cisza.
- Zayn, na prawdę nie pamiętasz kto cie porwał?- zapytał Li
- Mówiłem już, ostatnie co pamiętam to jak Louis odzyskał przytomność...- mruknął chłopak i przeczesał ręką swoje siwe włosy.
- Ok. Jest dość smętny nastrój. Co powiecie na dobrą komedię?- zaproponowałam i włączyłam TV. Zanim zdążyłam przełączyć na DVD, zobaczyłam, że na Polsacie są Wydarzenia. Usiuadłam na kanapie na którą pochwili zwaliła się reszta, łącznie z Niallem, popcornem i Holly.
- Włącz film...- marudził blondyn, jednak ja chciałam oglądnąć wiadomości. Przycisnęłam pilot do siebie i wsłuchiwałam się w głos speakera.
"Dziś mija trzecia rocznica zaginięcia 18- latki zamieskałej przy Coronation Street 2/35. Trzy lata temu, Avril Johnson, wyszła z domu do koleżanki. Nie wróciła. Czy została porwana? Czy żyje? Niektórzy mówią, że widzieli jak wpada pod rozpędzony samochód, inni, że została rozszarpana przez kilka wściekłych psów, jednak nikt nie widział ciała. " Pokazali zdjęcie dziewczyny. Koronkowa sukienka, czarne koronkowe rękawiczki, czarne conversy, rude włosy, czerwone usta, lazurowe oczy i blada cera. " Całkiem ładna."- pomyślałam. I wtedy mój wzrok wpadł na Zayna. Blada twarz, wytrzeszczone oczy wpatrzone w ekran telewizora, trzęsące się ręce z których wypadła szklanka, rozbijając się na podłodze. Jego oczy zaszkliły się, popłynęły z nich łzy. Poderwał się z kanapy i pobiegł do swojego pokoju trzaskając drzwiami.
- Zayn!- krzyknęłam za nim. - Zayn!
- Co mu się stało?- zdziwił się Niall
- Ja z nim pogadam.- zaproponowała Bella
.
- Nie... zostań... ja pójdę...- powiedziałam i pobiegłam na górę.
~~~
YEAH! Vas Happening?! Hahaha :*** Proszę o 3 kommy ;)
By Angela123
środa, 22 maja 2013
Hahahaha To nie jest nowy rozdział, ale przeczytajcie ;)
PRZECZYTAJ
Mam dla was poradę. Jeśli macie doła, to wyobraźcie sobie coś takiego: " Louis mówi: Zayn jest dla mnie nie miły. Kiedyś w hotelu wpadłem na szklane drzwi i Zayn się ze mnie śmiał. Następnego dnia, on wpadł na te same drzwi."
Wyobraziłyście to sobie? Ja zawsze się śmieje :P
Do przeczytania jutro lub dziś : Angela123
wtorek, 21 maja 2013
Rozdział 57
57
* Oczami Holly *
- A więc?- zapytał Liam, gdy usiedliśmy na dywanie.
- Niall...- mruknęłam, patrząc się znacząco na chłopaka.
- Wszystko zaczęło się gdy miałem dziewięć lat…*- zaczął opowiadać irlandczyk. Liam słuchał z wielkim zainteresowaniem. Niall skończył opowiadać, a w pokoju zapanowała cisza. Przerwał ją Li.
- Chcesz powiedzieć, że zmiennokształtni istnieją?!
- Li, wiem, że to brzmi absurdalnie, ale... tak... ONI istnieją...- mruknął Nialler. Znowu zapanowała cisza. Po minie Liama było widać, że myśli o tym wszystkm, oraz, że zastanawia się czy nam wierzyć.
- Dobra!- powiedział wreszcie- A ty, Holly, co nam chciałaś opowiedzieć?
- Legendę i moją własną historię...- mruknęłam- Tak więc…Dawno temu, na świecie równolegle żyli ludzie i... wampiry, zmiennokształtni, wilkołaki, elfy, krasnoludy, czarodzieje...(itp) W dowód przymierza, stwożyli oni 5 Pierścieni: lodu, ognia, wody, ziemi i powietrza. Zostały one złożone w kryształowym pałacu. Niedługo potem, vampir sir Charles Cullen, który często spotykał się z elfką lady Meredrith, która zamieszkiwała ten pałac, wyczuł niezwykłą energię którą wytwarzały Pierścienie. Kusiły go i ciągnęły do siebie. Pewnej nocy, pokusa była zbyt silna. Charles zakradł się do pałacu. Pech chciał, że obudził Meredrith. Ta, myśląc, że kochanek przyszedł do niej, chciała go zaciągnąć do swojej sypialni. Zdenerwowany Charles pochwycił wiszący na ścianie sztylet i dźgnął nim prosto w serce pięknej Meredrith. Ugodzona diamentowym ostrzem dziewczyna, upadła nieżywa na kryształową posadzkę. Krew powili plamiła nieskazitelne lustrzane płyty. Charles nie przejął się tym, popychany rządzą władzy nad Pierścieniami. Zbiegł do skarbca i bez problemu pokonał wszystkie drzwi. Odnalazł szkatułkę z Pierścieniami i wybiegł z piwnic. Rządza powoli w nim gasła. Będąc na powierzchni zobaczył ciało młodej Meredrith. Dopiero wtedy zrozumiał co zrobił. Zaślepiła go rozpacz, podobnie jak wcześniej rządza władzy. Zdesperowany ubrał na palce wszystkie pięć pierścieni i próbował wskrzesić ukochaną.
Nie umiał się nimi posługiwać. Zaklęcia które rzucał padały na niego, co po chwili uczyniło go nieśmiertelnym. Zaczął pragnąć krwi. Pierścienie znowu przejęły nad nim kontrolę. Wbił swoje ostre kły w szyję Meredrith i wypił jej krew. Ten uczynek sprawił, że Charles przestał być dawnym sobą. Teraz rządziły nim Pierścienie. Vampir zgromadził wielką armię, która niszczyła wszystko co napotkała na swojej drodze. Szerzyło się spustoszenie, morderstwa, gwałty, rabunki, pożary... tamten świat pogrążał się w ruinie. Wszystko przerwało jedno wydarzenie. Charles'a otruto, ale ponieważ był nieśmiertelny, zapadł w swego rodzaju hibernację na 1000 lat. Jego cała majętność została zrabowana, a pierścienie wpadły w ręce przypadkowych zmiennokształtnych, vampirów, elfów i czarodzieji. Wszyscy przenieśli się ze swojego, do świata ludzi i zaczęli żyć wśród nich. Z czasem "magiczne istoty" zaczęły "krzyżować" się z ludźmi i między sobą. Po jakimś czasie powstał nowy gatunek istot. Byli oni mieszanką ludzi i czarodzieji z dalekimi przodkami elfów i zmiennokształtnych. Wyglądem przypominali zwykłych ludzi, lecz mieli zdolności zarówno czarodzieji, elfów, ludzi i zmiennokształtnych. Z początku nie mieli szczególnej nazwy. Po jakimś czasie zjednoczyli się. Ich głównym celem stało się odnalezienie Pierścieni i przywrócenie imperium dawnej potęgi. Posiadali tylko jeden Pierścień, Pierścień Ognia. Poprzysięgli go strzec za wszelką cene. Nazwali się Strażnikami, bądź Strażnikami Ognia. Jednak Pierścień kusił także ich. Strażnicy zaczęli walczyć między sobą. Mała grupka z nich, tych którzy mieli bezpośredni dostęp do Pierścienia, przewiozło go potajemnie w odległe, bezpieczne miejsce. Zjednoczeni Strażnicy Ognia, jak się nazwali, stali się jakby jedną rodziną. Z pokolenia na pokolenie pilnowali swojego Skarbu. Jednak po 1000 lat, Charles powrócił. Cały czas chciał pomścić śmierć Meredrith. Chciał zebrać wszystkie Pierścienie. Lata mijały, a on rósł w siłę. Co chwila, siłą próbował odebrać Pierścień, lecz nie udawało mu się to.
Charles był niezwykle chytry. Do tego cały czas był młody (19 lat) i piękny. Oczarowywał Strażniczki, a ona zakochiwały się w nim do szaleństwa i były w stanie zrobić dla niego wszystko. Dzięki temu Charles szybko zdobył szpiegów i… dowiedział się gdzie jest Pierścień…- przerwałam opowiadanie i popatrzyłam się na chłopców. Było widać, że nie mogą tego pojąć. Wzięłam głęboki oddech i kontynuowałam historię- W 2010 roku poznałam pewnego chłopaka. Był miły, słodki, przyatojny i czarujący. Zakochałam się w nim, ale na krótko, póki nie odkryłam jego sekretu. Był on synem Charles'a i Meredrith, który zrodził się dopiero w 1994r. Teoretycznie był młodszy od ojca o rok, ale Charles to vampir. Wracając do niego, (syna Charles'a) pomagał on ojcu w wykradaniu Pierścienia ( jaki ojciec taki syn)... Niestety gdy powiedziałam mu, że od niego odchodzę, było już zapóźno. Zeszłej nocy On powrócił.**- popatrzyłam przepraszająco na Nialla- W nocy nie mogłam zasnąć, więc poszłam do lasu się przejść. On mnie tam znalazł i ogłuszył, ale najgorsze jest to, że ukradł to, czego miałam strzec za wszelką cene i do końca życia- Pierścień Ognia... Tak, jestem Strażniczką...- zakończyłam. Chłopcy byli osłupieni.
- I co teraz?- zapytał Niall
- Musimy go doebrać...- szepnęłam
~~~
* Niall opowiada tę samą historię co w rozdziale 49.
**Holly nawiązuje do historii z rozdziału 50.
Hejo! Chciałam, żeby ten rozdział był najdłuższy w historii tego bloga, ale chyba mi nie wyszło. :P piszcie w komentarzach co myślicie.
PROSZĘ O 3 KOMY :*
By Angela123
środa, 15 maja 2013
Rozdział 56
56
* Oczami Narratora *
Za oknem zaczął padać deszcz. Dziewczyna powoli mieszała swoje cappucino długą łyżeczką. Zastanawiała się nad tym co powiedział jej przyjaciel. Podniosła wzrok. Obok niej stał On.
- Siadaj...- mruknęła. Po chwili podeszła do nich kelnerka i przyjęła zamówienie chłopaka.
- O co chodzi?- zapytała dziewczyna, zatrzymując swój wzrok na bliźnie przecinającej twarz chłopaka.
- Zawiodłaś... ON ci je zabrał. Wiesz co teraz będzie?- szeptał. Dziewczyna poderwała się z kanapy.
- CO?! Myślisz, że po tym co zrobiłam, po tym co dla tego poświęciłam, ty i ta twoja zgraja przywództwów po prostu się mnie pozbędziecie?!- dziewczyna krzyczała nie zwracając uwagi na zdziwione miny innych gości kawiarni. Zdenerwowana wyjęła z kieszeni 10£ i rzuciła je na bar w stronę kelnerki, po czym wybiegła z kawiarni. W drzwiach wpadła na kogoś.
- Uważaj jak leziesz idioto!- burknęła nie podnosząc wzroku.
- Holly?- powiedział ów "idiota", a ona rozpoznała głos swojego przyjaciela.
- Przepraszam Niall. Po prostu jestem zła. Nie zauważyłam, że to ty.
- Już dobrze... co się tak właściwie stało?
- Nie chcę o tym gadać... a co powiedzieli chłopcy?
- Mmm... jak by to ująć... Czy jesteś bardzo przywiązana do tego gdzie mieszkasz?- zapytał tajemniczo. Dziewczyna zrobiła zdziwioną minę.
- Co?
- Chodźmy do samochodu to ci wytłumaczę.- mruknął i otworzył drzwi. Gdy już siedzieli w aucie, chłopak zaczął wszystko jej tłumaczyć.
- U nas w domu dzieje się coś bardzo dziwnego... nie wiem jak to nazwać... nie będziemy tam teraz mieszkać... o Boże... to wszystko jest jakieś chore…- po policzku chłopaka zaczęły spływać łzy.
- Hej... pojedźmy tam do nich... zobaczymy...- szepnęła brunetka i przytuliła przyjaciela. Droga do domu Direction zajęła im kilka minut. Gdy tylko wjechali na posesję, Holly wiedziała, że coś jest nie tak. Szybko wybiegła z samochodu, zostawiając tam zdezorientowanego Nialla i wbiegła do domu wpadając na Liama. Ten popatrzył na nią pytająco.
- Holly McCartney.przedstawiła się- Niall jest gdzieś w samochodzie. Powiedz mi co się tutaj stało?
- Aaaa... yyy...- jąkał się Liam gdy nagle w drzwiach pojawił się irlandczyk.
- Holly chodź!- powiedział blondyn i pociągnął ją do pokoju w którym byli wszyscy "old", czyli Zayn, Louis, Amanda i Bella. Ich stan się poprawił, nabrali sił, ale cały czas mieli około 80 lat. Holly stała pośrodku pokoju. Wiedziała co się stało. Odwróciła się w stronę drzwi w których stali Niall i Liam. Popatrzyła na nich oczami pełnymi smutku.
- Myślę, że muszę wam coś opowiedzieć, a tobie Niall, radzę zrobić to samo. Historia twojej matki i moja ma wiele wspólnego. Myślę, że to co działo się u was przez ostatni czas, też ma z tym związek. Chodźcie... czas wreszcie być szczerym.- zakończyła i zaprowadziła chłopców do salonu. Usiedli na podłodze. Właśnie mieli poznać całą prawdę, a ich życie i pogląd na świat miały się diametralnie zmienić.
~~~
No to 56 rozdział za nami… ale ten czas szybko leci... Piszcie swoje opinie w komentarzach. PROSZĘ O 2 KOMY :*
By Angela123
wtorek, 14 maja 2013
Rozdział 55
55
WAŻNE! PRZECZYTAJ CAŁĄ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!!
* Oczami Narratora *
Londyn. Ciemne chmury całkowicie zasłoniły błękitne niebo i słońce, na rzecz deszczu, który strumieniami lał się z nieba. Wszyscy londyńczycy byli przyzwyczajeni do takiej paskudnej pogody, która mogła ciągnąć się tygodniami, jednak zapadał zmierzch i wszyscy pochowali się do swoich domów i mieszkań, by przy ciepłym kominku lub 500000 odcinku "Mody na Sukces" zjeść bardziej lub mniej wykwintną kolację, w większym lub mniejszym gronie rodzinnym. Niektórzy mieszkali sami, w małych kawalerkach na najwyższych piętrach starych kamienic. Oni kupowali ostatnią cruasante w pobliskiej piekarni lub frytki i kurczaka na wynos w nowo otwartej budce z fast food'ami, która nie cieszyła się zbyt dobrą sławą wśród tutejszych mieszkańców. To była ich cała kolacja. Słońce zaszło już całkiem za horyzontem, jednak nikt tego nie zauważył z powodu czarnych chmur. No właśnie, NIE ZAUWAŻYŁ. W Londynie wiele rzeczy mogło umknąć uwadze ludzi. Miesiąc temu, samotnie mieszkająca 18- latka, urodziła córkę. Nikt o tym nie wiedział, jak i o wielkiej tragedi tej dziewczyny. Nie miała za co żyć, a tym bardziej za co wychowywać dziecko. Trzy tygodnie temu, miejscowy " pijaczek" nie przyszedł do sklepu po piwo, jak to robił codziennie od 60 lat. Nikt jednak tego nie zauważył. Policja znalazła go martwego w rowie, nie miał rodziny, pieniędzy, nawet ubezpieczenia, dlatego pochowali go nocą, w skrzynce po jabłkach za śmietnikiem na cmentarzu, wbijając w mogiłę zbity z dwuch listewek krzyż, niby z szacunku, ale szybko zapomnieli i " pijaczek" stał się bezimienną mogiłą. Tydzień temu młody chłopak, mający zaledwie 17 lat, popełnił samobójstwo, jednak nikt nie wie dlaczego. Ktoś zachodzi w ciąże, kogoś pobiją lub prześladują, ktoś poroni lub popełni samobójstwo, ktośj zaczyna brać narkotyki, ktoś zostaje porwany lub zabity z zimną krwią, to normalne wśród ludności Londynu. Nikt niczego nie zauważa, tak samo jak nie zauważają smutnej osiemnastolatki snującej się ulicami miasta. Jej obdarte, stare buty, dawno już przemokły.
Na cięką lnianą sukuenkę, ma zarzuconą czarną pelerynkę z dużym kapturem który zasłania jej twarz. Niby wyróżnia się swoim strojem, jednak jest niezauważona. Jej smutne, zapłakane, błękitne oczy zauważyły przemoczoną gazetę na ławce. Pewnie zostawił ją tutaj jakiś zamyślony londyńczyk. Dziewczyna usiadła na mokrej ławce i delikatnie, uważając, żeby jej nie rozerwać otworzyła gazetę i spróbowała przeczytać cokolwiek, chociaż większość była zamazana przez czarny druk. Szczególną uwagę dziewczyny przykuł ten artykuł.
THE TIMES
Dziś mija trzecia rocznica zaginięcia 18- latki zamieskałej przy Coronation Street 2/35. Trzy lata temu, Avril Johnson, wyszła z domu do koleżanki. Nie wróciła. Czy została porwana? Czy żyje? Niektórzy mówią, że widzieli jak wpada pod rozpędzony samochód, inni, że została rozszarpana przez kilka wściekłych psów, jednak nikt nie widział ciała. Gdy zapytaliśmy się jej rodziców jaką mają teorię odpowiedzieli: " Avril nigdy nas nie kochała. Nie sądzę, że zanami tęskni. Nigdy nie była naszą c~~~~~~~~~~~"
Więcej dziewczyna nie mogła przeczytać, bo deszcz zmazał druk. " Nigdy nie była naszą córką..."- dokończyła w myślach, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Odgarnęła z czoła swoje rude włosy i spojżała daleko przed siebie... Tak, to ona była Avril Johnson, tylko ona znała całą tą historię, a co ważniejsze, tylko ona wiedziała co zdarzyło się naprawdę...
~~~
Hejo! Troche w innym stylu napisałam ten rozdział, ale mam nadzieję, że się wam podoba. Dodałam dziś też rozdział 54 wiec sprawdzicie, czy go nie pomineliście. Proszę o szczere komentarze ;)
By Angela123
Rozdział 54
54
* Oczami Nialla *
- Daleko jeszcze?- mruknąłem
- Hey! Jedziemy dopiero 5 minut!
- Głooooodny jestem...- fochnąłem się
- No już, Niall, nie marudź.
- Mmm... jak będziemy w centrum, musze wstąpić do chłopaków na chwilę, wyjaśnić im co i jak...- mruknąłem i popatrzyłem na Holly. Ona tylko skinęła głową i dalej jechaliśmy w milczeniu... okropnym milczeniu... Zapatrzyłem się w ciemny las za szybą. Holly mieszkała na małym wzgórzu pośrodku lasu- na odludziu. Miało to także swoje plusy jak... no na przykład było cicho(?) Nie... ja nie widzę plusów mieszkania tutaj samemu... TU BYŁO STRASZNIE!!!
- A vampiry?- zapytałem
- CO?!
-Yyy... no... vampiry... czy są tu vampiry?
- Niall co ty pieprzysz?- popatrzyła się na mnie jak na postrzelonego- Czego ty się nawdychałeś?!
- Noo... booo... - nie wiedziałem jak można to wytłumaczyć. Dziewczyna patrzyła na mnie jeszcze chwilę, wyczekująco, jednak po chwili znów skupiła się na drodze.
* Oczami Narratora *
Avril klęczała nad jeziorkiem. Pogoda idealnie oddawała stan jej ducha. Było pochmurno, padał deszcz. Po bladej twarzy dziewczyny spływały stróżki łez, które mieszały się z kroplami deszczu. Wiał silny i zimny wiatr, który muskając jej przemoknięte ciało przyprawiał ją o dreszcze. Powoli zapadał zmrok. Rudowłosa nachyliła się nad taflą wody i delikatnie zanurzyła w niej dłonie, jakby bała się, że zakłuci równowagę wszechświata. Jej gorzkie łzy kapały do jeziora. Avril niemo wypowiedziała ciąg słów, ale nie było to żadne zaklęcie. Żałowała tego co zrobiła, chciała cofnąć czas, chciałaby znowu być zwykłą osiemnastolatlą, mieszkającą w Londynie przy Coronation Street 2/35*, wolała by wtedy umrzeć niż stać się...no właśnie... kim ona tak właściwie była? Niestety nie było możliwe aby cofnąć czas, chociaż... w jej umyśle zrodził się pewien pomysł. Nie... to niedorzeczne... znowu ogarnął ją smutek. Chciała choć na chwilę, jeden ostatni raz uścisnąć ich wszystkich, powiedzieć co czuje, pocałować GO... ale to niemożliwe, jednak ona wolała zaryzykować, rzucić się pod prąd, zamiast uciekać, to stawić czoło problemowi, w końcu do tego była stworzona i to robiła całe życie... w tym momęcie liczyło się dla niej tylko jedno, miała tylko jeden cel: Londyn Coronation Street 2/35.
~~~
*Coronation Street 2/35 nie wiem czy jest taka ulica i czy istnieje taki adres
;P
YEP! Jest kolejny rozdział! Co myślicie? Komentować proooosze ;)
sobota, 11 maja 2013
Rozdział 53
53
* Oczami Holly *
Obudził mnię przeraźliwy chłód. Zarwałam się na równe nogi i... przypomniałam sobie wszystkie zdarzenia z dzisiejszej nocy. Wzdrygnęłam się na myśl o jego lodowatych ustach. Tfu! Splunęłam i powoli zeszłam na dół. Chwile to trwało zanim przyzwyczaiłam się do jasności na polu. Szybkim krokiem ruszyłam do mojego domu. Otworzyłam drzwi.
- Gdzie ty się podziewałaś do chole... co ci się stało?!- krzyknął Niall na mój widok. Po moim policzku spłynęła łza. Tej nocy straciłam coś, czego miałam za wszelką cenę strzec.
- Przepraszam... - mruknęłam i pobiegłam na górę się przebrać.
- Holly!- usłyszałam za sobą krzyk Nialla, ale nie zważałam na niego.
Wbiegłam do łazienki trzaskając drzwiami. Zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Puściłam na siebie strumień z gorącą wodą. Pzrzyła, ale nie przejmowałam się tym. Chciałam, a raczej myślałam, że woda zmyje ze mnie Jego dotyk. Nie pomagała... Owinęłam się w ręcznik i mokra wyszłam z łazienki do pokoju. Ubrałam się w czyste ubrania, po czym zbiegłam na dół.
- Najpierw sukienki, a teraz to. WOW! Wyglądasz świetnie, ale prawie cię nie poznaje.- powiedział wręczając mi talerz z naleśnikami i Nutellą. Mruknęłam "dziękuję" i usiadłam do stołu. Niall usiadł naprzeciwko mnie.
- Gdzie byłaś?- spytał z troską w głosie patrząc mi prosto w oczy. Nie odpowiedziałam.
- Holly, ja wiem, że coś się stało... Dlaczego wyszłaś z domu w środku nocy, dlaczego wróciłaś dopiero o 11 w dzień, dlaczego byłaś taka blada i dlaczego masz podbite oko i sine usta?
- Niall... To nie twoja...
- Nie! A właśnie, że to moja sprawa! Ufałaś mi... Pamiętasz?- wyciągnął rękę w której trzymał jakieś zdjęcie. Popatrzyłam na nie. Doskonale je znałam. To było moje zdjęcie, które miałam w witrynie w salonie. Ja i Niall siedzieliśmy w parku przy jeziorku, dawałam mu buzi w policzek. Mieliśmy może 4 lata. Uśmiechnęłam się do siebie. Odwróciłam forografię "Niall& Holly BBF" tak tam było napisane. Odłożyłam zdjęcie.
- Ufam ci...- szepnęłam- Ufam ci, ale to zbyt trudne... to... to w zasadzie niemożliwe... ja... ja jestem...- przełknęłam głośno śline i popatrzyłam w oczy chłopaka. To był błąd. Zaczęłam tonąć w jego lazurowych tęczówkach, wszystko wokół przestało istnieć, liczyłam się tylko ja i on, a tak właściwie, to tylko ja, bo on nie wiedział, że ja go koch... kocham...
- Co?- usłyszałam jego głos
- Co co?
- Powiedziałaś "go kocham"... O co chodzi?- powiedział zdziwiony. To co myślałam, dokończyłam na głos. ON to słyszał.
- N... Nie ważne... Niall, ja poprostu nie jestem gotowa, żeby powiedzieć ci, to znaczy... nie zrozumiesz o co mi chodzi... Ja... Ja miałam cię dziś zawieść do domu, chodź...
- Ale...
- Niall, chciałabym, żebyś został, żebyśmy znowu byli razem, byli przyjaciółmi, ale ty masz przyjaciół, zespół, fanki...
- Ale i wolną wole i mogę robić co zechcę...
- Zotałbyś?!- ucieszyłam się
- Jeśli chcesz...
- Oh!!!- rzuciłam się chłopakowi na szyję, ale szybko go póściłam i speszona cofnęłam się o kilka kroków.
- Chodź- uśmiechnął się- daleko stąd do centrum Londynu?
- 10 minut drogi samochodem.
- Znam świetną kawiarnię. Zapraszam cię tam!
- Wogóle się nie zmieniłeś głodomorze.- mruknęłam śmiejąc się i skazałam ręką na drzwi, po czym wsiedliśmy do samochodu.
~~~
Yeah! Jak się wam podoba?
Co myślicie? Będzie coś z tego??? Piszcie w komentarzach.
3 komentarze=Nowy rozdział
By Angela 123
środa, 8 maja 2013
Rozdział 52
52
* Oczami Liama *
Otworzyłem drzwi i skamieniałem. Zobaczyłem… to było nie do opisania... to było straszne... Zayn a wokół niego Bella, Lou i Ama, leżeli na podłodze bladzi, przeraźliwie chudzi. Wyglądali jak więźniowie z jakiegoś obozu. Skóra ich była niemal naciągnięta na kości, nadodatek byli jakby starzy(?)! Widać było na ich wykrzywionych w grymasie twarzach zmarszczki, a włosy przecinały srebrne nitki siwizny. Podbiegłem do Amy, a następnie do wszystkich innych. Żyli, oddychali, najsłabszy i najbardziej wyniszczony był Zayn. Powróciłem do Amandy. Przyjżałem jej się uważnie i doznałem ponownego szoku. Teraz całe jej włosy były siwe, ciękie i rzadkie. Twarz pokrywały baaardzo liczne i głębokie zmarszczki. Ona była po prostu stara!
- Ama!- zawołałem i delikatnie nią potrząsnołem. Dziewczyna poruszyła się i powoli wstała. Aż odskoczyłem gdy się podniosła. Ona... ona była taka... taka martwa, ale żywa...
- Liam?- szepnęła- Liam, co się stało?- zapytała. Głośno przełknąłem śline i popatrzyłem na Zayna. Moją uwagę przykuła blizna na lewym ramieniu, była " świeża".
- Chodźmy stąd...- mruknąłem i wyprowadziłem po kolei całą czwórkę z domu do ogrodu, mimo, że dochodziła 00:00.
- Gdzie znaleźliście Zayna?- zapytałem raz jeszcze starego Louisa.
- Ja... Ja nie pamiętam!- warknął i pacnął mnię dłonią w czoło.
- Aoh! Ja nie wytrzymam!- warknąłem. Bella i Zayn byli cały czas nieprzytomni. Podeszłem do Amandy.
- To... to wszystko... to magia?- zapytałem w przestrzeń
- Liam... ja nie wiem, ale... poradzisz sobie, Harry za chwile wróci, co kolwiek to jest, poradzimy sobie.- szepnęłam mi na ucho i objęła ramieniem.
- Kocham cię...- mruknąłem i pocałowałem ją w usta. Nagle ni ztąd ni z owąt, pojawił się Harry. Trzymał coś w rękach. To było jakby drewniane, rzeźbione nieduże pudełko. Gdy nas spostrzegł, schował szkatułkę za plecami. Postanowiłem nie dociekać co to jest.
- Co się stało? - zapytał podchodząc do nas.
- Sam chciałbym wiedzieć…- mruknąłem i przypadkowo popatrzyłem mu prosto w oczy. Zobaczyłem w nich płomienie. Hazza wyciągnął rękę i odgarnął włosy z czoła Belli. Jego dłonie błyszczały, jakby miał pod skórą iskry. Popatrzyłem na niego zdziwiony, lecz on posłał mi tylko spojrzenie " to nie twoja sprawa" i doszedł do domu.
~~~
Hejo! Jak się wam podoba? Co myślicie o Harrym, czy jest w to wszystko zamieszany? Proszę o 3 lub 4 komentarze :)
By Angela123
poniedziałek, 6 maja 2013
Rozdział 51
51
UWAGA! Są skargi, że jest za dużo postaci. Ja czytałam blogi gdzie było ich jeszcze więcej, ale ok. Polecam spisanie sobie bohaterów na kartce xd. W razie JAKICHKOLWIEK kłopotów piszcie w komentarzach ;) .
* Oczami Amandy *
Siedziałam na kanapie przykryta puszystym kocem i oglądałam jakiś film. Koło południa dzwonił Niall i mówił, że jutro wróci do domu i wszystko nam opowie. Hazza wybył gdzieś dwie godziny temu. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojżałam na zegarek, była 23:15. " Kto może przyjść o tej porze?"- pomyślałam i powoli podeszłam w stronę drzwi.
- Ama, to my, otwórz!- usłyszałam głos Louisa. Szybko przekręciłam klucz w zamku i wpóściłam ich do środka.
- Zayn?- spytałam, lecz doskonale znałam odpowiedź, wnioskując po ich smutnych minach.
- Znalazł się!- wykrzyknął nagle rozpromieniony Lou i wszyscy w trójkę( Louis, Bella i Zayn) weszli do domu.
- Zayn!- rzuciłam się chłopakowi na szyję.- Gdzie byłeś?- zapytałam, lecz on nie odpowiedział, tylko tempo patrzył się na mnie.
- Zayn?- zapytałam ponownie odsuwając się od niego o kilka kroków. Spojżałam na jego oczy.
- Przepraszam...- wyszeptał i z głuchym łoskotem upadł na podłogę.
- Dzwońcie na pogotowie!!!- usłyszałam jakby z oddali głos Belli, wszystko zaczęło wirować wokół mnie, sekunda ciągnęła się jak minuta... osunęłam się po ścianie, nie mogłam się ruszyć, byłam jak sparaliżowana… czerwono- niebieskie błyski za oknem... lecz nikt nie przychodził. Ja, Bella, Louis i Zayn w przedpokoju, ale nikogo innego... czas mijał, a życie ulatniało się z każdego z nas w innym tempie, ale zdecydowanie najszybciej z Zayna... Jeden... dwa...trzy...cztery...pięć...
* Oczami Liama *
( 1 godzinę wcześnniej )
" Muszę być odważny... zachowałem się jak skończony idiota i teraz muszę to odkręcić..."- powtarzałem sobie w myślach. Siedziałem na ławce w parku i czekałem na Amandę. Odpisała, że przyjdzie. Mijały kolejne minuty, dochodziła
23:20. Zadzwoniłem do Amy, żeby już nie przychodziła, bo o tej porze kręcą się tu różne typy z pod ciemnej gwiazdy, lecz ona nie odbierała.Martwiłem się o nią, to oczywiste. Szybko skierowałem się w stronę domu. Moja ręka powoli, jakby niepewnie zadzwoniła, bałem się, nie wiem czemu i czego... otworzyłem drzwi i skamieniałem. Zobaczyłem…
~~~
Hi! Jestem BAAAAAARDZO zadowolona z tych dwóch komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Dzięki. NO TO CO DZIEWCZYNY, POBIJAMY REKORD? LICZĘ NA 3 KOMENTARZE!!! PROSSSSZE :*
By Angela123
piątek, 3 maja 2013
C.D rozdziału 50
On skrywa więcej tajemnic niż ci się wydaje... nie odpadniesz z gry która się skończyła... porażka jest wystarczającą karą... a teraz żegnaj...- mruknął i złożył na moich ustach lodowaty pocałunek, a ja nie mogłam NIC zrobić. On zniknął, a ja bezwładnie opadłam na wilgotne deski...
~~~
Hej! PROOOOSZE KOMENTUJCIE!!!! Brak komentarzy naprawdę mnie martwi... :'(
By Angela123
Rozdział 50
50
* Oczami Holly *
" Kurde..." pomyślałam i odgoniłam ręką natrętnego komara.Przewróciłam się na drugi bok i chwyciłam telefon. Podświetliłam ekran i natychmiast przymknęłam oczy, bo " oślepiła" mnię jasność ekranu. Po chwili spojżałam na iPhona. Wyświetlacz wskazywał 2:34. Jednym, szybkim ruchem ręki odrzuciłam z siebie kołudrę i wstałam. Po omacku zapaliłam światło. Nie mogłam zasnąć. Wyjęłam z szafy szarą bluzę i naciągnęłam ją na siebie. Do kieszeni włożyłam telefon, a na stopy założyłam tranjmpki. Uchyliłam drzwi i stałam w nich chwilę, nasłuchując, czy czasem nie obudziłam Nialla. Powoli zaszłam na dół, ostrożnie stawiając każdy krok. Tuż przy drzwiach wyjściowych zaskrzypiały panele. " Cholera"- pomyślałam. Uchyliłam drzwi i wyszłam przed dom. Odwróciłam się i spojżałam na okno od pokoju Nialla. Teraz już znacznie pewniej i szybciej kierowałam się w stronę lasu. Po pięciu, może dziesięciu minutach stałam przed starą szopą, tą w której znalazłam Nialla. Weszłam do środka. Spod siana wyjęłam drewnianą drabinę i przystawiłam ją do czegoś w rodzaju antresoli w stodole, czyli jakby drugiemu poziomu z desek, które służyło do składowania słomy. Szybko wspięłam się po drabinie. Przejechałam dłonią po górze belki pod sufitem. Moja dłoń natrafiła na rzeźbione pudełko. " Jest!"- pomyślałam i odetchnęłam z ulgą. Zdjęłam je i otworzyłam. Przejechałam delikatnie opuszkami palców po... przedmiotach znajdujących się wewnątrz szkatułki. Nagle ktoś przyłożył mi zimną klingę noża do gardła.
- Witaj, Holly... Tęskniłaś?- usłyszałam doskonale mi znany, niski lekko zachrypnięty głos.
- Daj mi to...- mruknął i wyrwał mi z rąk szkatułkę.- Ta "gra", już trwa za długo. Trzeba ją skończyć, niestety, a może stety, tym razem to ja ją wygrałem, a ty przegrałaś… ale, to twoja wina... mogłaś być ze mną w drużynie… ale nie… ty wybrałaś złudną wolność, która powoli spalała cię od środka i wykończyła... teraz to już koniec, nie ma odwrotu. A co do twojego przyjaciela, to daj sobie z nim spokój... i... nie oceniaj ludzi po pozorach…
Subskrybuj:
Posty (Atom)